Wtorek, 12.11.2019

 

Pliki cookies 20:05
Serwis korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.
Reklama

Jakub Malicki

Garść refleksji o Synodzie Amazońskim

Zanim siadłem do napisania tego tekstu zdążyłem się już nasłuchać i naczytać o synodzie z każdej strony. A to co usłyszałem czy przeczytałem stawiało mi niekiedy włosy na głowie.

© pexels.com

Z jednej strony zachwyty nad „postępowością, wrażliwością i odwagą Franciszka”, cały ten chór mędrkujący o Kościele otwartym. A z drugiej strony oskarżenia o herezję rzucane tak łatwo, jakby rzucający nie zdawał sobie sprawy z powagi oskarżenia.

Były też momenty, gdy zdrowo się uśmiałem, nie powiem że nie. Przepraszam, ale muszę to opisać. Jak na wieść o rozważaniach zdjęcia celibatu zareagowała pewna narzekająca na celibat i domagająca się jego zniesienia ekipa? Wybuchem radości? Okrzykami tryumfu? A gdzie tam! „Kościół znosi celibat, żeby móc ciągnąć z Indian więcej kasy!” – taka była najnowsza wykładnia. Także ten… zostawienie celibatu to zło, a znoszenie celibatu to zło. Czego tu nie rozumiesz!? Naprawdę, jak tu ma człowiek takiego antyklerykała brać na poważnie?

No dobrze, ale teraz już na poważnie. Najbardziej ekscytuje ta sprawa ze zniesieniem celibatu. Nic dziwnego w sumie, bo człowiek tak już ma, że jak coś ma jakiś związek ze współżyciem to wszystkie radary uwagi dają z siebie wszystko.

Synod zaaprobował pomysł, aby udzielać święceń kapłańskich żonatym mężczyznom, którzy  spełnią odpowiednie warunki. Ta zmiana ma obowiązywać tylko na terenach Amazonii. Czyli… no napiszmy to wprost: tak, synod poparł pomysł zniesienia celibatu dla nowych księży tego obszaru.

Chodzi o to, że w Amazonii brakuje księży, a niektórzy katolicy zmieniają wyznanie. I samo to, że Papież się tą sprawą zainteresował świadczy dobrze. Pytanie brzmi: czy rozwiązanie, które proponuje Papieżowi synod biskupów jest właściwe?

Żonaty ksiądz katolicki to w sumie nic nowego. Żonaty mężczyzna może zostać księdzem Katolickich Kościołów Wschodnich, które są częścią Kościoła Katolickiego: mają tą samą naukę wiary i tego samego Papieża. Pastorzy czy księża anglikańscy przechodzący na katolicyzm mogą otrzymać święcenia i nie muszą wtedy porzucać swoich żon.

Dlatego nie zgadzam się z tezami, że zniesienie celibatu to „protestantyzowanie” Kościoła. A tak w ogóle to dlaczego „protestantyzowanie”, a nie „prawosławizowanie”? Przecież księża prawosławni też miewają żony. I dlatego nie zgadzam się też z retoryką, która brzmi: „…następnym krokiem będzie wyświęcanie kobiet, a potem „homośluby”, a potem nie wiadomo co jeszcze”. Kościół Prawosławny na takie pomysły nie wpada, więc najwyraźniej nie ma jakiegoś tajemnego związku między brakiem celibatu, a uleganiem lewicowy modom.

A tak w ogóle, to od kiedy bycie katolikiem polega na byciu jakimś „antyprotestantem”?

Ja nie wiem, czy zniesienie celibatu to jest dobry pomysł. Mam za mało wiedzy i mądrości, aby to ocenić. Mam ich jednak na tyle, aby oprzeć się lamentom, że zniesienie celibatu to koniec Kościoła. Może lepiej, aby celibat został. Ale jak stanie się inaczej to nie staniemy się przez to mniej katoliccy. A już na pewno mi przez myśl nie przeszło, aby z tego powodu wypisywać się z Kościoła, co niektórzy narwańcy zdążyli zadeklarować.

Sprawa celibatu to kwestia dyscypliny, a nie dogmatyki. I tu właśnie przechodzimy do spraw ważniejszych.

Niepokoją mnie pewne sygnały. Papież Franciszek uprzedził krytykę, sprytnie ustawiając ewentualnych oponentów: „są ludzie, którzy ponieważ nie kochają nikogo, myślą, że kochają Boga (…) Tracą kontakt z wyzwaniami, przed jakimi staje dzisiaj człowiek i łudzą się tym, że stoją po stronie Boga”. Zależy ci na Bogu? A to dlatego, że nie kochasz nikogo. Sprytne, nie?  Ja tam jednak spróbuję upomnieć się o prawa Boga w Jego Kościele. Na tyle, na ile mogę.

Nie wiem, na czym ma polegać „ryt amazoński”, ale jeśli na synodzie pojawiają się figurki Pachamamy, to nie mam najlepszych przeczuć. To jest bogini Indian, a nam nie wolno czcić innych bogów niż Bóg Jedyny. Nawet jeśli przyjmiemy wyjaśnienie, że Pachamama to taki symbol przyrody, świata czy natury, to nadal coś jest nie tak. To my czcimy Boga czy naturę?

Nie chodzi mi tu o indiańskie stroje czy tradycje. Nic złego, moim zdaniem w tym, że człowiek przechodzący na chrześcijaństwo zachowuje swoją kulturę. O ile ta nie przeczy woli Boga, rzecz jasna.

Podam przykład całkowicie zmyślony. Wyobraźmy sobie plemię, które grając na bębnach i paląc liście palmy (wymyślam, ok?) oddaje cześć swoim bożkom. Uwierzyli w jedynego Boga, przeszli na chrześcijaństwo, zostali katolikami. Jak będą chcieli oddać cześć Bogu, w którego uwierzyli, to co zrobią? Prawdopodobnie chwycą za te bębny i liście. I czy w tym jest coś złego, czy łamią przykazania? Jeśli tak, to które? Wierzą w prawdziwego Boga i czczą Go tak, jak umieją.

My Polacy zresztą mamy podobnie. Nasi przodkowie malowali jajka jako symbol życia, aby sobie zapewnić przychylność bóstw przyrody. Ja robię to, aby symbolem życia uczcić Tego, który Swoje życie oddał na krzyżu i który do życia powrócił zmartwychwstając. Bo najważniejszy jest sens, czyli to po co się coś robi. Aha, byłbym zapomniał: i będę to robił niezależnie od tego, ile razy usłyszę, że to "pozostałość po pogaństwie".

Kiedy czytam o tym, że Kościół w Amazonii musi się zająć ochroną przyrody i prawami człowieka, to coś się we mnie wyrywa. To fajnie, że grupka filozofów i polityków ustaliła sobie taki zestaw praw, które my chrześcijanie mamy już od stuleci. Szkoda tylko, że wymazała z tego Boga i wcisnęła na Jego miejsce człowieka i jego „godność” i „prawa”. Nie widzę powodu, żeby to miał być dla nas jakiś punkt odniesienia. Nie mamy praw Bożych? Mamy.

Przyroda? Owszem, sam cenię dbanie o przyrodę. I nawet to lubię. Tylko że celem głównym Kościoła jest jednak coś innego. Naprawdę, nie trzeba być teologiem, żeby wiedzieć że po to Bóg powołał Kościół przede wszystkim po to, aby o Nim nauczał.

A skoro już przy nauczaniu jesteśmy. Kiedy czytam o „klimacie dialogu ekumenicznego” i „potrzebie wsłuchiwania się w głos mieszkańców Amazonii”, to zastanawiam się po co tam mają teraz jeździć misjonarze. Uczyć naszych braci Indian o Bogu? Czy może uczyć się od nich o Pachamamie?

Do moich przodków przybyli misjonarze mający na celu przekazać nową religię, a nie dialogować ze słowiańskim wielobóstwem. I wiecie co? Jestem im za to cholernie wdzięczny! Cieszę się, że żyję w kraju, do którego tysiąc lat temu dotarł Kościół mający na celu nawracać. I tego samego życzę Indianom.

Komentarze (0)


Proszę zachować komentarze zgodne z regulaminem oraz zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami. Informujemy, że Administratorem poniższych danych osobowych jest DJAmedia Sp. z o.o., Piotrowice-Osiedle 16, 59-424 Męcinka. Dane osobowe zostały przekazane dobrowolnie i będą przetwarzane wyłącznie w celu przesłania zamieszczenia komentarza na portalu. Bez wyraźnej zgody dane osobowe nie będą udostępniane innym odbiorcom danych. Osoba, której dane dotyczą ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania i usuwania poprzez kontakt z Administratorem: kontakt@dolnyslask24h.pl.

Zaloguj się, aby korzystać ze wszystkich funkcji komentarzy.

Dowiedz się więcej

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. dolnyslask24h.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Więcej wiadomości

Więcej