Środa, 20.10.2021

 

Pliki cookies 05:36
Serwis korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.
Reklama
Poznaj nowe zestawy LEGO® i przebuduj świat. Zabawki dla dzieci. Internetowy sklep z zabawkami
Koparka Jawor - roboty budowlane

Panthers Wrocław pokonali Leipzig Kings i zagrają w fazie play-off europejskiej ligi!

Niedzielne starcie w Lipsku było dla Panthers Wrocław ostatnim w sezonie zasadniczym. Mecz z gatunku „być albo nie być”. Panthers wygrali 21:13.

© Materiały prasowe

Mecz z gatunku „być albo nie być”, którego triumfator zgarniał pełną pulę, a pokonany musiał obejść się smakiem i szansy na grę w fazie play-off poszukać dopiero za rok. Zawodnicy ze stolicy Dolnego Śląska znakomicie poradzili sobie z presją i udowodnili, że to właśnie im należy się prawo do walki o czołowe lokaty European League of Football. Panthers wygrali 21:13.  

Nie ulega wątpliwości, że starcie Panthers i Kings zapowiadało się bardzo ekscytująco. Przed bezpośrednim pojedynkiem oba zespoły mogły pochwalić się dokładnie takim samym bilansem w rozgrywkach ELF – 5 zwycięstw oraz 4 porażki. Choć pierwszy mecz pomiędzy tymi zespołami zakończył się wysoką wygraną Panthers, nikt we Wrocławiu nie zamierzał lekceważyć gospodarzy niedzielnej batalii. Leipzig Kings rozkręcali się bowiem z każdą kolejką, a do zakończenia sezonu zasadniczego przystępowali po serii czterech wygranych z rzędu.

"Leipzig Kings mieli świetną końcówkę sezonu, po pierwszych meczach nikt nie przewidywał, że to właśnie z nimi zagramy o miejsce w play-off. Zbudowali jednak świetną linię defensywną, solidny korpus skrzydłowych i byli w stanie postraszyć wszystkich. Wiedzieliśmy, że kluczem będzie kontrola ich ofensywy, co udało nam się wykonać w kluczowym dla sezonu spotkaniu" – mówi Michał Latoś, Prezes Panthers Wrocław.

Debiutancki sezon w europejskiej elicie momentami był dla ekipy Panthers Wrocław trudny, ale podopieczni trenera Jakuba Samela także złapali wiatr w żagle w końcówce sezonu. Goście dotarli do Lipska w najmocniejszym zestawieniu i już w pierwszych minutach spotkania dali rywalom do zrozumienia, że nie zamierzają wracać do domu bez zwycięstwa. Panthers doskonale zdawali sobie sprawę z potencjału gospodarzy, którymi na murawie dowodził znakomity rozgrywający Michael Birdsong. Gra się jednak tak, jak przeciwnik pozwala, a w niedzielę futboliści z Wrocławia nie pozwolili Kings na zbyt wiele.

"Pierwsza połowa meczu to było klasyczne, sportowe badanie sił. Nikt nie chciał za mocno ryzykować, szukając słabszych elementów po obu stronach piłki. Wiedzieliśmy, że każdy błąd może zmienić moment spotkania i trzeba przyznać, że takich zwrotów, które dodały meczowi pikanterii, było co najmniej kilka. Na szczęście po niemrawej pierwszej połowie, w drugiej zagraliśmy dużo skuteczniej w ataku i mogliśmy dość mocno kontrolować przebieg końcówki spotkania" – mówi Michał Latoś.

Faktycznie pierwsze minuty meczu wyglądały jak początek pojedynku bokserskiego, w którym obie drużyny sondowały swoją taktykę i możliwości. Kiedy Michael Birdsong rozgrywający Kings posłał drugie podanie, prawie na przyłożenie zamienił je po przechwycie Goran Zec. Punkty zdobył Kavontae Turpin, ale kolejne serie ofensywne przerywane były bardzo szybko. Obrona Panthers wywierała potężną presję, która sprawiała, że atak Lipska nie mógł się rozkręcić, ale mimo to na przerwę drużyny schodziły remisując tylko 7:7.

Obraz zmienił się na początku drugiej połowy. Panthers w szatni zmodyfikowali swój plan ofensywny, zaczęli korzystać mocniej z gry biegowej. Świetne bloki linii ofensywnej pozwoliły na efektowne akcje Phileasa Pasqualini, który raz za razem zdobywał kolejne jardy i w tej części gry zaliczył aż dwa przyłożenia, zasługując zdecydowanie na miano MVP spotkania. To otworzyło też miejsce dla skrzydłowych, dzięki czemu kilka kluczowych piłek złapali Jakub Mazan i Przemysław Banat. W obronie z kolei nie malała presja na rozgrywającym Kings. Karlis Brauns zaliczył aż 3 sacki.

Kiedy wydawało się, że Panthers już mogą świętować awans najpierw piłkę zgubił Pasqualini, a po jej przejęciu przez Kings już w pierwszej akcji punkty zdobył jeden z najlepszych skrzydłowych ligi Timothy Knuetell. Tym samym na dwie minuty przed końcem zrobiło się jeszcze nerwowo. Na szczęście Panthers odzyskali kopnięcie Leipzig Kings i spokojnie mogli zbijać czas z zegara, wygrywając 21:13.

Dzięki niedzielnemu zwycięstwu sezon 2021 dla Panthers Wrocław wciąż trwa. European League of Football to rozgrywki, które zrzeszają czołowe drużyny futbolu amerykańskiego w Europie, a do fazy play-off docierają absolutnie najlepsze. Niewątpliwie świadczy to o ogromnej sportowej klasie Panthers, ale jednocześnie oznacza, że w kolejnym meczu zmierzą się z bardzo silnym Hamburg Sea Devils. Pantery swój półfinał rozegrają w niedzielę 12 września o 14:45.

Komentarze (0)


Proszę zachować komentarze zgodne z regulaminem oraz zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami. Informujemy, że Administratorem poniższych danych osobowych jest DJAmedia Sp. z o.o., Piotrowice-Osiedle 16, 59-424 Męcinka. Dane osobowe zostały przekazane dobrowolnie i będą przetwarzane wyłącznie w celu przesłania zamieszczenia komentarza na portalu. Bez wyraźnej zgody dane osobowe nie będą udostępniane innym odbiorcom danych. Osoba, której dane dotyczą ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania i usuwania poprzez kontakt z Administratorem: kontakt@dolnyslask24h.pl.

Zaloguj się, aby korzystać ze wszystkich funkcji komentarzy.

Dowiedz się więcej

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. dolnyslask24h.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Więcej wiadomości

Więcej