W meczu przyjaźni, świątecznej atmosfery na boisku miało nie być, gdyż oba zespoły potrzebowały punktów. Szczególnie Lechia, która przed wizytą w stolicy Dolnego Śląska na koncie miała zaledwie jedno "oczko". Początek meczu potwierdził punktowy głód gdańszczan, gdyż to oni starali się nadawać ton boiskowym poczynaniom. W 15 minucie to jednak Śląsk miał szansę na wyjście na prowadzenie po strzale Roberta Picha z ostrego kąta z lewej strony pola karnego. Marić był na posterunku. Chwilę później Lechia odpowiedziała groźnym uderzeniem głową Grzegorza Wojtkowiaka po rzucie rożnym. Piłka minimalnie minęła bramkę gospodarzy.
W 17 minucie podopieczni Tadeusza Pawłowskiego powinni wyjść na prowadzenie. Kamil Biliński otrzymał piłkę w środkowej strefie boiska, ograł Jakuba Wawrzyniaka i ruszył w kierunku bramki gości. Niestety dla wrocławian, będąc sam na sam z Mariciem przestrzelił w znakomitej sytuacji. Dwie minuty później piłkarze obu zespołów otrzymali kilkuminutową przerwę na uzupełnienie płynów od prezentujących efektowną oprawę kibiców. W 30 minucie kolejną znakomitą okazję miał Biliński, jednak z kilkunastu metrów uderzył wprost w bramkarza.
Z kolei w 38 minucie Mariusza Pawełka starał się zaskoczyć Grzegorz Wojtkowiak, który wbiegając w pole karne otrzymał podanie od Grzegorza Kuświka. Trzy minuty później piłkę do siatki Lechii skierował Flavio Paixao, ale arbiter dopatrzył się spalonego. W doliczonym czasie pierwszej połowy oba zespoły stworzyły sobie po jednej dobrej okazji na zdobycie bramki. Atak Lechii skończył się rzutem rożnym, zaś Paixao uderzył głową minimalnie obok słupka bramki gdańszczan.
W drugiej odsłonie pierwszą dobrą sytuację na zdobycie gola mieli piłkarze z Gdańska. W 48 minucie niezły strzał Piotra Wiśniewskiego na rzut rożny wybił Mariusz Pawełek. W 60 minucie Wiśniewski ponownie zagroził bramce Śląska uderzając głową na bramkę wrocławian. Chwilę później po szybkiej kontrze gospodarzy piłka znalazła się w polu karnym Lechii, jednak Pich wyraźnie przestrzelił. W 64 minucie gola powinien zdobyć Biliński, ale znów lepszy okazał się Marić, przenosząc futbolówkę nad poprzeczką. Dwie minuty później napór Śląska, wybijając piłkę na rzut rożny, powstrzymał Janicki.
Przewaga wrocławian stawała się coraz wyraźniejsza. W 70 minucie niecelny strzał z dystansu oddał Tomasz Hołota. Dwie minuty później przed utratą bramki uchronił gości słupek. Hołota zagrał do Paixao, ten idealnym podaniem obsłużył Picha, który nie zdołał skierować piłki do siatki zespołu dowodzonego przez Jerzego Brzęczka. W 78 minucie groźny strzał oddał Kiełb, ale Marić zdołał wybić futbolówkę. Już w doliczonym czasie, bliski bramki dla gości z rzutu wolnego z około 25 metrów był Bruno Nazario, ale Pawełek przeniósł piłkę na rzut rożny. Tym samym bramki na Stadionie Wrocław w niedzielne popołudnie nie padły.
Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk 0:0
Żółte kartki: Hateley (90.) - Wojtkowiak (34.)
Sędziował: Paweł Gil (Lublin)
Asystenci: Marcin Borkowski (Lublin), Adam Kupsik (Poznań)
Widzów: 7939
Śląsk: Pawełek – Zieliński (63. Pawelec), Celeban, Kokoszka, Dudu Paraiba – Hateley, Hołota – Flavio Paixao, Kiełb, Pich (80. Grajciar) – Biliński (88. Bartkowiak); trener Tadeusz Pawłowski
Lechia: Marić – Wojtkowiak, Janicki, Maloca (85. Silva), Wawrzyniak – Makuszewski (66. Mak), Borysiuk, Vranjes (73. Łukasik), Wiśniewski, Nazario – Kuświk; trener Jerzy Brzęczek

