Być może spotkanie zakończyłoby się innym wynikiem, gdyby w doliczonym czasie gry arbiter odgwizdał rzut karny dla gospodarzy, po ręce jednego z piłkarzy gości we własnym polu karnym. - Uważam, że powinniśmy wcześniej strzelić tę bramkę i może by nie było pretensji do sędziego, bo należał się rzut karny, ale przyczyny tego, że nie strzeliliśmy tej bramki szukałbym w swoim zespole. Zaczęliśmy w końcu grać, mieliśmy zdecydowaną przewagę i więcej sytuacji. Powinniśmy wykorzystać którąś z sytuacji i byśmy mieli trzy punkty, a tak jest jeden punkt i duży niedosyt. – oceniał Błażej Telichowski.
- Może to nas nakręci, że trzeba walczyć, więcej dawać z siebie i troszeczkę inaczej grać. Wtedy te punkty będziemy zdobywać. Pozytyw jest taki, że dzisiaj było dużo sytuacji, minus, że ich nie wykorzystaliśmy. – kontynuował bramkostrzelny defensor, który pomału wyrasta na najlepszego strzelca w legnickiej ekipie. - Mam to szczęście, że piłka szuka mnie w polu karnym. Trenujemy te stałe fragmenty, dochodzimy do sytuacji i to cieszy, bo w momencie, gdy nie idzie zespołowi po raz drugi w tej pierwszej połowie, podobnie jak w poprzednim meczu, udaje się strzelić bramkę po stałym fragmencie. Jak dołożymy do tego skuteczność z gry to będziemy wygrywać.
W czym tkwi sekret skuteczności Miedzi ze stałych fragmentów gry? - Troszeczkę musi być improwizacji w każdym rzucie rożnym, bo sytuacje boiskowe się zmieniają. – kończy Telichowski.

