O ile Śląsk przegrał, co prawda wysoko, z wicemistrzami Polski oraz zremisował 1:1 na trudnym terenie w Szczecinie, gdzie w drugiej serii gier ubiegłego sezonu doznał sromotnej porażki 1:4, o tyle Zagłębie mocno zawiodło swoich sympatyków. Podopieczni Piotra Stokowca sezon rozpoczęli od dwóch domowych spotkań, z rywalami, których lubinianie powinni ogrywać, jeśli liczą na miejsce w czołowej ósemce na mecie ligowej jesieni.
Podbeskidzie, które przed tygodniem wywiozło po remisie 1:1 ze stolicy polskiej miedzi punkt, w niedzielę zostało rozgromione w Warszawie, przegrywając 0:5 z Legią. Korona, choć po zwycięstwie 2:0 z Zagłębiem ma już sześć „oczek”, wciąż stawiana jest w gronie poważnych kandydatów do spadku. Na razie kielczanie udowadniają jednak, że zbyt szybko liczni fachowcy postawili na nich krzyżyk.
W każdym bądź razie lubinianie z pewnością liczyli na większą zdobycz rozpoczynając sezon dwoma spotkaniami przed własną publicznością, a o przełamanie w następnej kolejce, gdy zagrają w Białymstoku będzie niezwykle trudno. Jedynym atutem Zagłębia w starciu z zespołem Michała Probierza może być to, że Piotr Stokowiec nim objął stery zespołu z Dolnego Śląska, pracował właśnie z piłkarzami Jagiellonii.
Teoretycznie łatwiejsze zadanie czeka za tydzień podopiecznych Tadeusza Pawłowskiego, którzy na własnym boisku zmierzą się z Termalicą. Absolutny beniaminek ekstraklasy zakończy we Wrocławiu serię trzech spotkań na boiskach rywali. Póki co, piłkarzom z Niecieczy nie udało się jeszcze uciszyć kibiców gospodarzy, więc możemy się spodziewać, że w meczu z zielono-biało-czerwonymi będą mocno zdeterminowani. Śląsk natomiast będzie chciał zrehabilitować się przed swoimi fanami za klęskę z Legią na inaugurację sezonu. W przyszłą niedzielę możemy więc spodziewać się niezłego widowiska na pilczyckim gigancie.

