Poniedziałek, 27.06.2022

 

Pliki cookies 06:43
Serwis korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.
Reklama
allatonce.pl - sklep internetowy

Maj miesiącem świadomości o boreliozie. Kamil potrzebuje pomocy

27-latek z Lubina choruje na neuroboreliozę i koinfekcje, które często towarzyszą samej boreliozie. - Choroba rozbiła mi życie, nie zwalnia, a ja nie chcę zostać inwalidą - powiedział nam młody mężczyzna, który potrzebuje pomocy.

© Materiały prasowe

Do 2020 r. życie Kamila toczyło się pomyślnie. Studia, wymarzona praca, plany na przyszłość. Kiedy pewnego dnia nie mógł wstać z krzesła, oblał go zimny pot, serce łomotało jak szalone. Szybka podróż do szpitala z myślą, że to może zawał lub udar mimo młodego wieku. Prawdziwa diagnoza padła dopiero po upływie roku.

"Twierdzili że to zwykła nerwica" - komentuje mężczyzna. Jak się okazało później sprawa wyglądała znacznie poważniej. "Choroba pozbawiła mnie uśmiechu, godności, kleszcz odebrał mi życie" – mówi 27-letni Kamil Kwiatkowski.

Jeszcze 3 lata temu był zdrowym, pełnym energii chłopakiem.

"Jeździłem codziennie na rowerze, spotykałem się z przyjaciółmi, skończyłem studia inżynierskie. Byłem w szczęśliwym związku, pracowałem jako mechanik w jednej z okolicznych kopalń. Nie miałem wówczas żadnych problemów zdrowotnych" – dodaje.

Wszystko zaczęło się w 2020 r., kiedy po kiepsko przespanej nocy z towarzyszącą gorączką z rana zbudził go atak serca i ciężki spłycony oddech.

"Pamiętam to jakby to było wczoraj" - mówi Kamil. Brak miejsc w szpitalach ze względu na trwającą pandemie. Miejsce znalazło się dopiero w szpitalu w Nowej Soli. Po licznych badaniach lekarze stwierdzili po prostu przemęczenie i stres. Jednak zły stan zdrowia i kiepskie samopoczucie nie mijało.

Przez ponad rok trafiał od lekarza do lekarza. Cztery pobyty w szpitalu. Diagnozy? Różne reumatolidalne zapalenie stawów, autoimunnologiczne zapalenie mózgu, parkinsonizm, stwardnienie rozsiane. Brak celowanego leczenia i trafnej diagnozy sprawiał, że objawy, takie jak silne bóle stawów i mięśni, paraliże podczas snu, silna depresja i stany otępienne czy przewlekłe zmęczenie wzbierały na sile.

Dopiero liczne, bardzo specjalistyczne badania wskazały właściwy kierunek i ostateczną diagnozę. Jak się okazało winowajcą całego zła był kleszcz, który jest często niewiele większy od ziarna maku.

"W momencie poznania diagnozy zdążyłem stracić wszystko - pracę, znajomych, z którymi przestałem się spotykać. Zostałem sam. Miałem wrażenie, że moje życie się skończyło" - komentuje 27-latek.

"Niestety leczenie przewlekłej boreliozy w Polsce jest bardzo drogie. Do tej pory leczyłem się z własnych oszczędności. Niestety dalej już nie jestem w stanie finansować kosztów leczenia, a są to fizjoterapie, antybiotyki, zioła, wizyty lekarskie, badania kontrolne, dieta stosowana przy antybiotykoterapii. Leczenie pochłania miesięcznie około 3000 zł. Na chwilę obecną, kiedy skończyły się oszczędności nie ma też leczenia, a choroba nie odpuszcza osłabiając tym samym i tak już słaby organizm. Od 2 lat toczę nierówną walkę i niestety bez pomocy dobrych ludzi póki co tę walkę przegrywam. Mierząc się z regularnymi gorączkami i atakami nocnymi, które są spowodowane toksynami bakterii" - komentuje Kamil.

Przed chorobą Kamil uwielbiał jeździć na rowerze. Często jeździł w polskie góry, morze lub spędzał wolny czas na wsi. Dziś każdy dzień to olbrzymie zmęczenie i ból.

"Stałem się więźniem własnego ciała, otwieram rano oczy i nie mam ochoty wstawać, bo to ciało przypomina mi o nierównej walce z patogenami, mikroorganizmami, które zmieniły mój świat. Jeszcze do niedawna myślałem o przyszłości, skończeniu studiów magisterskich, zakupie mieszkania. Dziś ta przyszłość to sprzęt do wlewów, lekarstwa, paragony oraz faktury, które pozwoliłby mieć własne cztery kąty, gdyby nie to że ratują mi zdrowie" - wskazuje.

"Choroba dała mi nieźle popalić i nadal uprzykrza mi życie, ale ja się nie poddaję i wierzę w wielkie serca ludzi. Dajecie mi motywację i wiarę, że da się z tym wygrać. Poprzez pomoc i dorzucenie cegiełki na dalszą walkę. Wierzę, że będę mógł wrócić do wszelkich aktywności jak sport, studia czy spotkania ze znajomym. Z całego serca dziękuję. W przyszłości, kiedy poczuję się nieco lepiej chciałbym dzielić się wiedzą na temat leczenia, świadomości i przebiegu samej choroby w postaci transmisji na żywo na YouTube. Dziękuję i do zobaczenia" - Kamil.

Pomoc: https://pomagam.pl/leczeniedlakamila

Komentarze (0)


Proszę zachować komentarze zgodne z regulaminem oraz zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami. Informujemy, że Administratorem poniższych danych osobowych jest DJAmedia Sp. z o.o., Piotrowice-Osiedle 16, 59-424 Męcinka. Dane osobowe zostały przekazane dobrowolnie i będą przetwarzane wyłącznie w celu przesłania zamieszczenia komentarza na portalu. Bez wyraźnej zgody dane osobowe nie będą udostępniane innym odbiorcom danych. Osoba, której dane dotyczą ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania i usuwania poprzez kontakt z Administratorem: kontakt@dolnyslask24h.pl.

Zaloguj się, aby korzystać ze wszystkich funkcji komentarzy.

Dowiedz się więcej

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. dolnyslask24h.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Więcej wiadomości

Więcej